11/11/2016

Show jumping | FH Butcher of Blaviken | FH Taro | FH Hey Joe | FH Resurrected Rose

Rider: Philip Lloyd, Elvia Savange, Connor Hollingsworth, Daniel Hussian
Horse:  FH Butcher of Blaviken, FH Taro, FH Hey Joe, FH Resurrected Rose

Zebraliśmy się wszyscy w siodlarni: ja, Phil, Dan, Con, Jo i Troye. Musieliśmy ustalić dzisiejszy grafik - tak aby hala była zajęta przy skokach oddzielnie z ujeżdżeniem, żeby nikt nikomu nie wepchał się na zadaszony roundpen, ani na odkrytą ujeżdżalnię, na której swoją drogą nadal dało się popracować, mimo dosyć niskiej temperatury. Po około 15 minutach wszystko było ustalone - pierwszy trening na hali to skoki, dla koni CS w górę. Postawiliśmy tym razem na szeregi gimnastyczne i siłowe. Każdy rozszedł się do swojego konia. Teraz postanowiłam wziąć Taro. Kasztan przywitał się ze mną cichym rżeniem, kiedy otworzyłam drzwi boksu. Wepchałam mu do pyska cukierka i zabrałam się za czyszczenie. Konie nie były przesadnie brudne, na wybiegi wychodziły już na krótko i zawsze w derkach, więc wystarczyło oczyścić go z kurzu i wyczesać wcierkę z pęcin. Siodłanie zaczęłam od ochraniaczy, potem ogłowie i siodło. Zarzuciłam na wszystko derkę polarową, na czas przejścia do hali i wyjrzałam z boksu. Każdy był już gotowy więc wszyscy razem wybraliśmy się na halę, gdzie każdy zdjął derki i po kolei zaczęli wsiadać. Connor wręczył mi wodze Joeya, który z Taro się lubił więc nie było problemu o to, czy zaczną się gryźć, a sam zaczął ustawiać przeszkody. Skok-wyskok z krzyżaków 80cm, dwie stacjonaty: 90 i 120 cm, oraz okser 130cm na rozskakanie. A następnie dwa szeregi: gimnastyczny i siłowy, o wysokim stopniu trudności. Jeden: 5 stacjonat o wysokości 90 cm, w odległości 1 foule każda.
- Słuchajcie - odezwał się - ten skaczemy na dosyć zebranym galopie, chodzi o to że między każdą przeszkodą robicie woltę, żeby się zmieścić, musicie skakać na ukos. Oczywiście wolty po przeciwnych stronach za każdym razem. Jak przejedziecie ten szereg w taki sposób, to potem drugi raz, już normalnie.
Wszyscy pokiwaliśmy głowami na znak zrozumienia. Connor zabrał się za ustawianie drugiego szeregu. Wyglądał on w taki sposób: drąg płaski, cavaletti, płaski, krzyżak 90cm, krzyżak 100cm, płaski drąg, cavaletti, stacjonata 90cm, cavaletti, płaski drąg i 4 stacjonaty po 100-, 105- , 110- i 115cm. Wszystko na skok-wyskok.
- Tutaj trzeba wjechać dosyć szybko, ale nie za szybko, żeby nie zgubić rytmu, bo jest bardzo ważny. Jak gdzieś spieprzycie to potem każda przeszkoda będzie zrzucona i koń się pozabija o drągi.
Ułożył też drągi płaskie, podniesione naprzemiennie i cavaletti do kłusa i płaskie do galopu na rozgrzewkę, a potem wziął ode mnie Hey Joe i wsiadł. Konie już wystarczająco długo stępowały, wiec każdy zaczął przygotowywać się do kłusa.
Powoli zbierałam Taro, podbierałam wodze, ciągle dodając, tak że w efekcie szedł wyciągniętym stępem, mocno "spręzynując", ładnie poskładany, z podstawionym zadem. Ruszyłam kłusem, by zaraz wejść na koło około 40m, na którym to zamierzałam prowadzić rozgrzewkę. Kątem oka widziałam, że Dan zrobił to samo. Rose szła rytmicznym kłusem roboczym w niskim ustawieniu. Skupiłam się z powrotem na Taro. Szedł ładnie, lekko zebrany i podstawiony, w dosyć niskim ustawieniu. Po kilku kołach zmieniłam kierunek, a po kolejnych kilku zmniejszać koło, do 30, a potem 20 m. Zmieniłam kierunek i zrobiłam żucie z ręki, a potem zwolniłam do stępa. Phil rozgrzewał Wiedźmina na małym kawałki ujeżdżalni. Siwek szedł energicznie, był całkowicie skupiony na jeźdźcu. Na moich oczach bezbłędnie wykonali serpentynę, a potem zatrzymanie i ruszyli znowu zebranym kłusem. Connor jeździł po pierwszym śladzie hali, co jakiś czas zmieniając kierunek, zataczając koła i wolty, co jakiś czas wyciągając i skracając. Daniel i Rose nadal jeździli po kole, w mocno zebranym kłusie i niemal ujeżdżeniowym ustawieniu, po to, żeby za chwile wykonać bezbłędne zatrzymanie i ruszyć po krótkiej ścianie kłusem roboczym, a za chwilę wyciągnąć go na długiej i skrócić na krótkiej. Ja również popędziłam Taro do kłusa, dałam mu chwilę na roboczy, aby zaraz go skrócić, nadal na kole, jednak znowu 40 m. Potem wydłużyłam i wyjechałam na prostokąt, który w myślach sobie wydzieliłam na 1/4 hali. Najechałam na płaskie drągi. Taro uniósł wysoko nogi, nie zahaczając o żaden. Najechałam na nie jeszcze z każdej możliwej strony, a potem najechałam 2 razy na naprzemian podniesione i 2 razy na cavaletti. Zwolniłam do stępa i dałam Taro luźną wodzę, aby miał chwilę odpoczynku przed galopem. Inni też najeżdżali na drągi. Rose potknęła się raz na cavaletti, a Joey ze trzy razy ogólnie. Dzisiaj miał dużo energii i pędził, mimo półparad Connora, więc wchodził w nie z za dużą prędkością i gubił nogi. Co jakiś czas podgalopowywał i strzelał baranki. "Wyczuwam trzy szybkie" - pomyślałam sobie. Wiedźmin szedł niemal idealnie, co zwiastowało dużo radości w postaci bryków przy galopie i skokach.
Zebrałam Taro i zagalopowałam, z początku przejechaliśmy roboczym okrążenie po moim prostokącie, potem na półkolu zmiana nogi i w drugą stronę. Następnie zebrałam go i tak przejechałam całe okrążenie, a potem wydłużałam na długich ścianach. Po zmianie nogi to samo w drugą stronę. Najechałam jeszcze dwa razy na drągi do galopu. Taro potknął się za pierwszym razem, jednak drugi wyszedł mu już bezłędnie. Zwolniłam na moment do stępa.
Dan i Rose radzili sobie świetnie. Klaczka galopowała równomiernie, grzecznie wydłużając i skracając na polecenie. Dobrze wychodziła jej też zmiana nogi. Mimo krótkiego wykroku była bardzo wygodna w jeździe, czego doświadczyłam, ponieważ sama ją zajeżdżałam. Wiedźmin galopował, co jakiś czas brykając radośnie, jednak Philowi to zupełnie nie przeszkadzało. Skracał i wydłużał chód ładnie, dobrze radził sobie też na drągach, po których przejechaniu strzelał baranka. Za to Joey miał dziś humorki. Widziałam że Connor z nim walczył, co jakiś czas udawało mu się doprowadzić go do ładu, wtedy też skracali wykrok, czy robili zmianę nogi. Jednak po każdym najechaniu na drągi wszystko się psuło, Joey zaczynał pędzić a Connor znowu musiał z nim walczyć.
Zaczęliśmy mini-rozgrzewkę skokową. Każdy miał skoczyć każdą przeszkodę po kolei: stacjonata 90 - dwa razy, skok-wyskok - dwa razy, stacjonata 120 - dwa razy i raz okser. Jechaliśmy tak, że kiedy pierwsza osoba kończyła skok, następna zagalopowywała, żeby najechać na przeszkodę. Pierwszy jechał Dan, potem ja, Phil i Connor. Resurrected Rose i Taro skakali ładnie i trzymali tempo. Siwek w sumie też był grzeczny, poza tą jego całą radością po każdym skoku. Joey szarpał się niesamowicie, jednak Connor jakoś za każdym razem dawał radę. Zwolniliśmy wszyscy do stępa i daliśmy koniom długie wodze - tylko Connor z tego zrezygnował, nadal trzymając gniadosza na kontakcie.
- To jak? - zapytał Phil.
- Ja mogę pierwszy - odezwał się Daniel. - Najpierw ten gimnastyczny chyba, a potem siłowy. Wydaje mi się, że jeśli za pierwszym razem pójdzie dobrze, to już nie będę jej męczył na tych stacjonatach, tylko od razu dwa razy przejadę ten drugi i koniec.
Wszyscy mu przytaknęliśmy. Pierwszy szereg był czysto techniczny i często ćwiczyliśmy podobne kombinacje, dlatego nie było sensu męczenia konia, przed bardziej wymagającym energii szeregiem siłowym, jeśli dobrze pójdzie.
- To tak - przemówiłam po raz pierwszy od początku treningu. - Dan pierwszy, ja mogę druga, bo Taro się bardzo dzisiaj słucha. Potem Phil i na końcu Connor, bo oni pewnie będą potrzebowali więcej czasu, Joey jest dzisiaj niezbyt grzeczny. Connor chętnie przytaknął.
- To wy jedźcie pierwsi ten gimnastyczny, jak coś nie wyjdzie to jeździe też ten drugi raz, ja sobie pokłusuję na kole, to może się trochę ogarnie i pojadę na końcu.
- Okay - powiedzieliśmy równo. Connor odjechał kawałek, w miejsce gdzie były poukładane drągi, tak, żeby nam nie przeszkadzać i na zmianę stępował i kłusował na kole, próbując ogarnąć konia.
Po minucie stępa Dan zebrał Res i zagalopował ze stępa. Zrobił jeszcze koło i w zebranym galopie najechali z prawej nogi na szereg gimnastyczny. Klaczka czuła się świetnie, skoczyła, dobrze zrobili dosyć ciasną woltę i doskonale się wybili. Nie popełnili żadnego błędu na szeregu, więc bez zatrzymania okrążyli halę i przejechali go jeszcze normalnie, "na prosto" również bezbłędnie. Dan zwolnił na chwilę do kłusa, a potem do stępa. Moja kolej. Zagalopowaliśmy i od razu nakierowałam Taro na szereg. Trochę się zdziwił, że nagle między przeszkodami ma robić woltę, dlatego pierwsza wyszła trochę krzywo, ale potem szło już doskonale, więc nie było sensu poprawiać. Przejeżdżając szereg na prosto kasztan stunkął kopytem w jedną z poprzeczek, jednak nie spadła, więc pochwaliłam go i zwolniłam do stępa. Następny był Phil, a w tym samym czasie Dan ruszył na szereg siłowy. Butcher słuchał się i szedł ładnym, skróconym galopem. Nie miał problemu z wykonaniem ćwiczenia, z zadowolenia strzelił dwa baranki za ostatnią przeszkodą. Phil odrobinę przyspieszył i najechali na szereg prosto, co też poszło im dobrze. Zwolnili do stępa.
Resurrected była małą klaczą, ale miała w sobie mnóstwo siły. Dan najpierw najechał z prawej nogi, dosyć szybkim, rytmicznym galopem. Cavaletti i krzyżaki poszły bezblędnie, pierwszy błąd popełnili na przedostatniej stacjonacie, więc zrzucili belkę z niej i ostatniej. Zsiadłam i poprawiłam belki, Dan przez ten czas zmienił nogę, zrobił duże koło i najechał znowu, tym razem pokonując szereg bezbłędnie. Poklepał Res i zwolnił do kłusa, dając jej luźną wodzę, aby rozluźnić ją, pokonując w tym chodzie całe okrążenie a następnie zwolnił do stępa. Klacz była wyraźnie zmęczona, spociła się dosyć mocno, gdyż w ostatnim czasie nie była zbyt wiele jeżdżona, ze względu na niewielkie obtarcie na pysku, które zauważyliśmy po zdjęciu jej z pastwiska, teraz już było zagojone i klacz wracała do regularnych treningów skokowych, wcześniej jeździła tylko na cordeo.
Ruszyłam galopem na lewą nogę, średnio szybkim, bo Taro miał długi wykrok, przed najazdem zrobiłam jeszcze koło, żeby trochę lepiej go ustawić, bo szedł tak jakoś krzywo i najechaliśmy. Taro uwielbiał ćwiczenia siłowe, więc pokonał szereg bezproblemowo. W drugim najeździe lekko stuknął w cavaletti kopytem, ale nawet się nie przesunęła. Poklepałam go i zwolniłam do kłusa. Przejechaliśmy na długiej wodzy całe okrążenie i zwolniliśmy do stępa, wtedy też poczęstowałam Taro cukierkiem.
Phil ruszył na szereg. Wiedźmin skakał ładnie, bezbłędnie się wybijając, po przejechaniu strzelił baranka, bo na więcej nie miał już chyba siły. Za drugim razem nie brykał już wcale, widać było że koniec go ucieszył. Grzecznie kłusował na długiej wodzy, a potem rozweselił się na widok mojej ręki z wyciągniętym w jego stronę cuksem. Res też dostała jednego, a potem nasza trójka skierowała się w stronę karuzeli, gdzie zostawiliśmy konie. Poprosiłam chłopaków, żeby odnieśli sprzęt Taro do siodlarni, a sama zostałam na hali z Connorem, który właśnie galopował, o dziwo, ładnym, zebranym galopem. Najechał na szereg gimnastyczny i to było błędem. Joey już foule przed wybiciem zrobił baardzo długą, wylądował co prawda na dobrą nogę, ale nie chciał zbytnio zakręcić, nie wyrabiając się na tak ciasnym zakręcie z taką prędkością, przez co wpadli lewą stroną w stojak od przeszkody, skutecznie łamiąc go wpół. Koń zadrobił nogami i już prawie się zatrzymał, ale coś widocznie poszło nie tak, bo nagle wypruł galopem. Nie wiem jak Connor go opanował, ale na pewno stracił już cierpliwość, bo szarpnął go za wodzę, mocno trzymając go jednocześnie łydkami - a to była niemalże broń ostateczna. Joey szarpnął się, zadrobił nogami i stanął. Podeszłam do nich powoli a koń skulił uszy, co mi się średnio spodobało, ale Con doprowadził go do porządku mocnym sygnałem na lewej wodzy. Obejrzałam nogę konia, która nie wygladała na zranioną.
- Rusz stępem - powiedziałam. Joey stawiał strasznie drobne skoki, z zadartą głową, ale nie wyglądało na to, że kuleje. - Kłusem - również nie było widać oznak urazu. - Dobra, chyba działa. Poprawię po was, wy psuje. - ruszyłam w stronę rogu hali, gdzie były wszystkie stojaki i drągi. Kiedy zatargałam nowy stojak w odpowiednie miejsce, okazało się, że ucierpiała również belka. Ustawiłam więc całą przeszkodę od nowa, a zniszczone rzeczy zaniosłam do wyjścia i wystawiłam na dwór.
Connor przez ten czas się wkurzał dalej na Joeya, który to szarpał się i zadzierał łeb do góry, więc kiedy zobaczył, że przeszkody są ustawione od nowa, popędził konia do bardzo wyciągniętego galopu na prawą nogę. Wstał do półsiadu i prowadził gniadosza po pierwszym śladzie. "Trzy szybkie. Wyczułam." - pomyślałam. Pierwsze okrążenie przejechali w bardzo wyciągniętym, szybkim galopie, potem Connor nieco zwolnił i najechał na szereg ze stacjonat na prosto, mocno półparadując. Joey pokonał go bezbłędnie. Wyciągnął galop za szeregiem i znów lekko zwolnił przed najazdem. Koń próbował się znów rozpędzić, ale chłopak nie pozwolił mu na to mocną półparadą. Przed samym skokiem przyłożył bat do jego łopatki, wiedząc, że najechali za blisko, więc koń będzie musiał się wyżej wybić. Nie zrzucili. Znowu wyciągnął i zwolnił tuż przed szeregiem, tym razem koń posłusznie wykonał polecenie i znowu pokonali pięcio-przeszkodowy szereg bezbłędnie. Nie zatrzymując się zebrał mocno Joeya i zwolnił galop oraz skrócił krok. Przejechał tak całą długą ścianę, następnie tuż przed szeregiem zrobił koło i najechali, już z ukosa. Tym razem Joey mimo niewielkiego buntu pokonał szereg dobrze. Connor powtórzył najazd na skos, nadal bez zatrzymania i dopiero po bezbłędnym, bezproblemowym przejeździe zwolnił konia do kłusa i przejechał w nim całe okrążenie hali, a następnie zwolnił do stępa. Joey był cały spocony i trochę sapał, ale nie na tyle by było to niepokojące. Connor odpuścił mu trochę wodzę.
- Dam mu już na dzisiaj spokój. I tak się poprawił - powiedział do mnie a ja przytaknęłam i poszłam ubrać Taro w derkę. Przy karuzeli czekali już chłopcy, ze swoimi końmi gotowymi do wyjścia. Odprowadziliśmy je do stajni, gdzie zostały w derkach na następne pół godziny, po których rozebraliśmy je.
Connor rozstępował Hey Joe samodzielnie, a potem przeprowadził w derce do stajni, wyczyścił sprzęt i dopiero wtedy usiadł w siodlarni, gdzie czekałam na niego, żeby opatrzyć mu mocno obtarte od stojaka udo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz